System galeryjny umiera, Internet też umiera, to gdzie się mają podziać artyści, cholera?

Krótka historia ostatnich zmian w świecie sztuki.
29/08/2026

Wszystko zaczęło się od dnia, w którym pierwszy raz przeczytałam raport Art Basel i USB Collecting 2025. Wiem, że mamy już ponad połowę (!) 2026 roku, a raport wyszedł w październiku, ALE nie zmienia to faktu, że dane są, jakie są. Świat sztuki przechodzi transformację i nie jest to już tylko teoria. Mamy na to liczby, bardzo ciekawe liczby. Tyle że nie tylko świat sztuki się zmienia - dzisiejszy Internet też nie przypomina już tego, czym był jeszcze nie tak dawno temu. No i cholera, z dwojga złego oba miejsca wydają się coraz mniej nadawać do życia, mimo że oba są potrzebne do funkcjonowania jako artysta.

Gdzie się mają więc podziać artyści? Jakie mamy opcje? Czy jakieś w ogóle mamy, czy zgniecie nas to wszystko jak mrówki pod butem?

Choć może ci się wydawać (jak też by wskazywał powyższy tytuł), że ten artykuł nie ma w sobie krzty optymizmu, obiecuję ci, że wszystko co tu przeczytasz, jest dobrą wiadomością. I to dobrą, nie tylko dla tego, że w żyłach mi płynie krew niepoprawnej optymistki. Na tyle dobrą, że pierwszy raz, kiedy wszystko mi kliknęło i kropki mi się połączyły, w pięć minut zrobiłam prezentację i przez pół godziny gadałam jak najęta na naszym spotkaniu Heart of Art w listopadzie, wyglądając mniej więcej tak: 

Charlie Kelly (Charlie Day) gorączkowo gestykulujący przed tablicą spiskową w odcinku serialu „W Filadelfii zawsze jest słonecznie” zatytułowanym „Sweet Dee ma zawał serca”.

Przeprowadzę cię dzisiaj w tym artykule przez mój proces myślowy. Zapraszam więc na rollercoster zdarzeń i daleko sięgających skojarzeń, które na co dzień procesuje mój przebodźcowany mózg. Ale po kolei.

OD KOGO KUPUJE SIĘ SZTUKĘ?

Zacznę więc od początku czuli od raportu Art Basel Collecting 2025. Dla tych co nie wiedzą – raporty USB to coroczne raporty zlecane przez Art Basel i realizowane przez Art Economics, które badają stan współczesnego rynku sztuki, trendy finansowe i zachowania tak zwanych high net worth collectors, czyli bardzo bogatych kolekcjonerów.

Moim ulubionym i (w mej skromnej opinii) najważniejszym wnioskiem z tego badania jest to, że kolekcjonerzy coraz częściej kupują dzieła sztuki bezpośrednio od artystów – ta liczba PODWOIŁA SIĘ od 2023!

(…) jednym z największych wzrostów w porównaniu z poprzednimi badaniami – był wzrost zakupów bezpośrednio od artystów (drugi najpopularniejszy kanał sprzedażowy na wszystkich rynkach). Łącznie 63% ankietowanych HNWI (high net worth investors) dokonało zakupu bezpośrednio od artysty, w porównaniu z 27% w 2023 roku i 43% w 2022 roku. Najpopularniejszym sposobem dostępu do sprzedaży bezpośredniej od artysty były pracownie artystyczne (43%); 37% zleciło wykonanie dzieła (w porównaniu z 15% w 2023 roku), a 35% skorzystało z Instagrama (znajdując dzieło na Instagramie i kupując je bezpośrednio od artysty lub za pośrednictwem linku do artysty). (s. 153)

Statystyki USB Collecting 2025

Statystyki z Raportu USB Collecting 2025.

Cóż to za zwrot akcji moi drodzy. Szczerze mówiąc, właśnie na takie dane czekałam już od paru lat. Nie chcę zabrzmieć złośliwie, ale hej, galerie pobierające 50% od sprzedaży nie są do końca korzystnym układem dla artystów. I tak, można mówić, że wykonują one prace, której artysta nie wykonuje i zasługują na wynagrodzenie, TAK, ALE – ilu artystów rzeczywiście ma na to szanse i kto tak naprawdę na tym zarabia? Częściej słyszy się o mega galeriach niż mega artystach, a jak o artystach to w kontekście galerii, która ich reprezentuje. Jeszcze do niedawna sztukę kupowało się tylko przez galerie przecież, a jest wielka nierównowaga w dostępności galerii dla artystów. Spójrzmy sobie na liczby, shall we?

W Polsce w 2025 roku było 321 działających galerii sztuki. Według danych z akcji “Policzone i Policzeni” z 2024 roku, w Polsce mamy 13 176 artystów wizualnych działających zawodowo. Szybka matma i widać gołym okiem, że daje nam to 41 artystów na galerię. To nierealna liczba, patrząc na to, że największe galerie na świecie mają po 50 do 100 artystów. I ja tu mówię o WIELKICH galeriach, Pace, Gagosianie czy innym Hauser&Wirth, w których pracuje nawet po 250 osób z wieloma lokalizacjami na świecie. No i nie muszę chyba wspominać, że w Polsce jest o WIELE WIĘCEJ artystów, którzy nie wliczyli się w tą ankietę, bo, hej, nie pracują zawodowo jak twórcy (wiem, bo sporo z was jest właśnie w Heart of Art).

SYSTEM GALERYJNY UMIERA

W obliczu powyższych danych, pozwolę sobie tutaj na odrobinę dramatyzmu – śmiem twierdzić, że system galeryjny umiera (żeby nie powiedzieć, że nigdy nie miał potencjału na długowieczność tak czy siak).

Czy nas to dziwi? Nieee. Od lat widziałam, jak działają galerie sztuki, jak często artyści są niezadowoleni, jak mało z tych wszystkich sprzedaży rzeczywiście trafia do ich rąk, za tą całą pracę, którą wykonują. Szczerze, pracuję z artystami, odkąd skończyłam 18 lat, czyli 7 lat stuknie mi zaraz. I wiesz co ci powiem? Nie znam ani jednego artysty, który powiedziałby mi, że galeria zmieniła jego karierę. Który zarabiałby na współpracy z galerią, nie narzekając na to, że zabiera ona prace na wyłączność i nie sprzedaje nic przez cały czas trwania współpracy. Sama Joana Vasconcelos narzekała na system galeryjny, kiedy spotkałam się z nią na studiach w Lizbonie! Nie to, że coś, bo wiem jak ciężko jest galeriom przeżyć i potrzebne są nam przestrzenie wystawowe, ALE może czas przemyśleć modele biznesowe i zmienić stare strategie. Artyści, bez których, powiedzmy sobie szczerze, nie byłoby świata sztuki i całego tego systemu – oni na nim najmniej zyskują. Sektor kultury generuje 10 bilionów dolarów rocznie. Ile z tego rzeczywiście idzie do artystów?

Gatekeping to nic nowego.

Nie wiem, ile razy mam to jeszcze niektórym powtarzać. To jest dosłownie podstawowa teoria rynku sztuki, teoria filozoficzno-socjologiczna, której uczuli mnie w kółko na studiach. Bourdieu mówi wprost – są gatekeeperzy i są rodzaje kapitału, które rządzą światem sztuki. I tak, są to pieniądze, są to znajomości, jest to kapitał kulturowy i ludzie w świecie sztuki, czyli nasi kochani „bramkarze”, odpowiedzialni właśnie za to, żeby ten kapitał tworzyć – czyli kogo się „wpuszcza” - a powiedzmy sobie szczerze, nie są oni ludźmi obiektywnymi.

Wróćmy do dramatycznie umierającego systemu galeryjnego. Nie działa on dla artystów, proste. Dlaczego? Bo czy w systemie galeryjnym jest jakieś miejsce na sztukę, czy tylko na pieniądze? Są wyjątki, jak zawsze, jednak to na czym skupiają się galerie to pieniądz. Zysk. No muszą się jakoś utrzymać. Ale nie jest to system, który stawia w centrum artystę, komunikację, emocje, to co w sztuce najważniejsze, nie. Tutaj liczy się portfel i kto kogo zna, bo większość decyzji podejmowanych jest wśród małej grupy odbiorców.

Jednak raport Art Basel pokazuje nam, że to, co teraz zaczyna liczyć się coraz bardziej to bezpośrednie relacje i obecność online, a kolekcjonowanie to kwestia zbudowania zaufania i konwersacji. Nie przepadam szczerze mówiąc za tym słowem, „kolekcjonowanie”. Kiedyś miało to większe znaczenie i może na bogatszych jeszcze działa, ale dziś coraz więcej ludzi kupuje sztukę, bo się im ona po prostu podoba i daje im jakieś emocje (w końcu). Ale ja nie o tym.

Kto stoi na czele zmiany? Wielki Transfer Bogactwa

Następnym elementem, o którym tutaj trzeba wspomnieć, to to, kto stoi na czele zmiany zachowań zakupowych w świecie sztuki, a mianowicie – są to Millenialsi i Gen Z. I tutaj przechodzimy do tak zwanego „Great Wealth Transfer” czy też Wielkiego Transferu Bogactwa – zjawiska, w którym mówi się że €3.5 trylionów euro (!!!!!!) przejdzie w ręce spadkobierców od pokolenia baby boomers dla młodszych pokoleń w przeciągu najbliższych dwóch dekad.

Potrafisz sobie wyobrazić taką sumę? Ja też nie. Ale to właśnie oni, spadkobiercy tego bogactwa, będą teraz coraz bardziej kierować rynkiem. Nawet na rozmowie kwalifikacyjnej do domu aukcyjnego Christie’s jednym z pytań, które dostałam dwa lata temu było: jakie masz pomysły na zaangażowanie Millenialsów w zakupy przez dom aukcyjny. Także no.

Tylko że te pokolenia trochę inaczej podchodzą do sztuki, filantropii i inwestowania, co było głównym tematem konferencji podczas targów TEFAF w Maastricht 2025.  Młodsi inwestorzy szukają sensu, emocji, doświadczenia. W świecie, w którym można posiadać niemal wszystko na wyciągnięcie ręki, oni szukają jakiegoś głębszego sensu w tym, gdzie kierują swoje pieniądze. Możecie mówić co chcecie, ale moje pokolenie wie co robi😉

No i mamy tutaj zgrzyt, bo skoro galerie chcą pieniędzy, a kolekcjonerzy doświadczeń i emocji to jest zonk i to jest, według mnie, jeden z powodów tego wzrostu w bezpośrednich zakupach od artystów. Bo ludzie szukają ludzi, szukają znaczenia, historii i wartości w tym, w co włożą swoje fundusze, a nie tylko łatwego sposobu na zysk.

Klik i kupione

Gen Z i Millenialsi zdecydowanie więcej czasu spędzają na Instagramie i w Internecie i to właśnie tam znajdują artystów i tam od nich kupują - trend, który zresztą również został wyróżniony w wynikach raportu Art Basel (35% kupujących od artystów kupiło przez linki na insta). Wydaje się więc, że wniosek jest prosty – artyści powinni być obecni w necie, uczyć się sprzedaży i prowadzenia biznesu tak, żeby być w stanie takie transakcje przeprowadzić.

I wiecie, ten raport mówi o tak zwanych „high net worth collectors”, czyli o ludziach baaardzo bogatych, ale jakby tak o tym pomyśleć, sytuacja jest taka sama w przypadku tych o mniejszym portfelu. System galerii jest dla Kowalskiego dość obcy, szczególnie w Polsce, więc jeśliby coś kupował to od człowieka.

Podsumować to można tak - drogi artysto, trzeba pokazywać się online w świecie takich tendencji zakupowych.

Juuuuż słyszę co masz mi do powiedzenia. Pewnie ścisnęło ci się gardło i ogarnęła wielka ciemność, bo omójboże trzeba wyjść na te cholerne socjal media i tańczyć ze sztalugą i to jeszcze tak, żeby biodra nie kłamały.

Pocieszę cię – bo ja też tak mam. I wiem dokładnie, co czujesz. Ale wiesz też, dlaczego? Bo w tej całej układance jest jeszcze jeden element, z którym musimy sobie radzić.

INTERNET TEŻ UMIERA…

A przynajmniej Internet jaki znamy. Ile razy w ostatnim czasie złapałaś się na tym, że nie poznałaś treści AI? Albo poznałaś i chciałaś sobie oczy wykłuć? Poza tym, kiedy co trzeci post jest reklamą ciężko jest być na socjalach, bo cały czas nas coś wciąga, bo algorytmy stają się coraz lepsze, ale nie dla nas, bo nie dla nas były one zaprojektowane. Cały Internet zmienił się w jedną wielką papkę slopu ejajowego i targowisko handlowe, a wszystko co publiczne wydaje się po prostu fałszywe. No i trochę dupa, co ci mogę powiedzieć.

Dobra wiadomość jest taka, że na to zawsze było rozwiązanie, a przynajmniej na tyle na ile mogłoby być. Bo o tyle co Internet umiera, to rodzi się też na nowo, ale w miejscach, do których wielu nie ma dostępu – i w tym tkwi ich cała magia. To prywatne przestrzenie Internetu, czyli lista mailingowa, strona www, ale i prywatne portale społeczności. Miejsca, w których są ludzie i w których można ze sobą porozmawiać bez zgiełku algorytmu i mediów społecznościowych, miejsca, które choć nigdy nie dorównają fizycznym, dają odrobinę oddechu od targowiska contentu stale walczącego o naszą atencję.

Nie wiem czy ciebie też wypełnia taka wielka nadzieja i jakiś utopijny mood, kiedy o czymś takim słyszysz, ale mnie tak. Bo na poziomie prywatnym można prowadzić naprawdę wartościowe konwersacje i mieć naprawdę wartościowe relacje, które potem mogą wyjść na poziom publiczny z nową siłą, z nowymi ideami, zmieniać świat i Internet przez inspiracje i wartość. I można wykorzystać socjale do dobrych celów, publikować treści w zgodzie ze sobą i zaprosić do siebie ludzi, którzy znaleźli nas dopiero co. Dokładnie taki proces zachodzi w Heart of Art i kurczę, za każdym razem czuję jego siłę na nowo.

Mój piękny schemacik odradzania się Internetu w przestrzeniach prywatnych

Mój piękny schemacik odradzania się Internetu w przestrzeniach prywatnych

TERAZ JEST NAJLEPSZY CZAS DLA ARTYSTÓW

To właśnie teraz, kiedy świat przejada się pustymi pieniędzmi i nieszczerością onlajnowych obrazów bardziej niż Kubuś Puchatek miodkiem – to właśnie teraz jest czas dla nas. Dla wrażliwców, dla ludzi szczerych, dla tych, którzy są w stanie dostrzegać w świecie emocje i nieszablonowo przedstawiać doświadczenia (nie)zwykłego ludzkiego życia. Zdajesz sobie sprawę, jak wielu ludzi prawie w ogóle nie doświadcza na co dzień zachwytu? A jak wielu ludzi mogłoby, może, dzięki twojej sztuce?

Internet zmierzający ku prywatnym przestrzeniom ma podwójne znaczenie dla Ciebie. Po pierwsze, jest zachętą do tego, by budować własną społeczność (czy tam plemię, czy stado, czy wioskę, czy ziomków, jak zwał tak zwał) wokół swojej twórczości. I nie tylko dlatego, że ułatwi ci to zarabianie na swojej sztuce, ale i dlatego, że ludzie najzwyczajniej w świecie tego potrzebują – kontaktu, rozmowy, drugiego człowieka, kiedy coraz częściej słuchawkę podnosi bot.

Po drugie, jest to zachęta do tego, by taką społeczność znaleźć również dla siebie, jako twórcy, by w tym wszystkim nie czuć się samemu. Bo co prawda, to prawda – sztuki nie da się robić w pojedynkę i choć głównie kojarzymy artystę jako podporządkowanego galerii, w dzisiejszym świecie artyści nie potrzebują pośredników. Potrzebują partnerów. Ludzi idących podobną drogą, którzy jak trzeba to poklepią po ramieniu i rzucą wskazówką z własnego doświadczenia albo dadzą kopa w cztery litery, kiedy w głowie znów zawita dziad czy zakwitną wątpliwości. I po to jest społeczność i to co my robimy w Heart of Art. Bo po co komu kolejny pośrednik, skoro można współpracować, uczyć się od wioski, znajdować oparcie w stadzie?

I choć może w to teraz nie wierzy to naprawdę my artyści lepiej funkcjonujemy w stadach. Tak. Mimo tego, że wmówiono nam rywalizacje między sobą i że dobrze ma się w naszych głowach mit samotnego geniusza. Mimo naszej introwertycznej często natury i MIMO TEGO, że system świata sztuki plasuje nas na dole hierarchii (nigdy nie zrozumiem, jak doszło do tego).

Charakterystyka tego, co robimy wymaga grupy. Co z tego, że można być gwiazdą, skoro i tak łatwiej dostrzega i zapamiętuje się konstelacje?

Tak więc choć system galeryjny umiera, Internet umiera, to artyści mają się gdzie podziać – w grupach, tak jak kiedyś Rembrandt, Picasso, Monet i inni. Takich grup, kolektywów, społeczności istnieje więcej niż nam się wydaje, choć wciąż istnieją na peryferiach. Pisałam o tym moją magisterkę! Bo jedną z takich grup jesteśmy my, Heart of Art, i chciałam dowiedzieć się jak najwięcej o tym, jak najlepiej tworzyć tego typu miejsca. Więcej o tym w następnym poście.

A tymczasem – dzięki, że czytasz do końca. 

Ściskam,
Kama